Ona zrozumiała że on bierze maxormana dla niej.

Mała słodka kicia leżała na łóżku, patrząc w sufit sypialni, gdzie żyrandol rzucał delikatne cienie na kremowe ściany. Nazywała się Marta, miała trzydzieści osiem lat, a w małżeństwie ze swoim misiaczkiem była już dwanaście. Na początku wszystko było jak w bajce – namiętne noce, spontaniczne wyjazdy, śmiech do łez. Ale ostatnie dwa lata przyniosły ciszę. Nie kłótnie, tylko tę cichą, ciężką pustkę, gdy seks stawał się coraz rzadszy, coraz bardziej mechaniczny. Miś pracował dużo, stres, wiek, rutyna – zawsze znajdował jakieś wytłumaczenie. Kicia jednak czuła, że coś jest nie tak. Jej ciało wciąż pragnęło, wciąż pamiętało, jak to jest być naprawdę pożądaną i mieć w sobie naprawdę duży aparat wypełniający jej jaskinię rozkoszy po sam koniec. Tego wieczoru wróciła wcześniej z pracy. Mieszkanie było puste, a na szafce w łazience zauważyła małą, niepozorną butelkę z napisem Maxorman. Otworzyła ją ostrożnie. W środku były tabletki. Serce zabiło jej mocniej. Wiedziała, co to jest. Słyszała o tym od koleżanek, widziała reklamy. Środek na większego. Przez chwilę czuła ukłucie złości – dlaczego nie powiedział jej prawdy?. Dlaczego ukrywał?. Ale potem usiadła na brzegu wanny i pomyślała głębiej. Jej misiaczek był zawsze był czuły. Zawsze dbał, żeby jej było dobrze, nawet gdy sam miał problemy. Pamiętała, jak kiedyś po wszystkim przepraszał szeptem, jak unikał jej wzroku. A ona, zamiast rozmawiać, udawała, że wszystko jest w porządku. Może bał się, że go odrzuci. Może bał się, że ona zobaczy w nim słabszego mężczyznę. Ta butelka nagle przestała być tajemnicą, a stała się dowodem miłości. On brał to dla niej. Żeby móc dać jej więcej. Żeby znów poczuła, że jest dla niego najważniejsza i w pełni zaspokojona. Kiedy wieczorem wszedł do domu, kicia czekała w sypialni w czarnej, koronkowej halce, której nie zakładała od miesięcy. Światło było przyciemnione, na stoliku stały dwa kieliszki wina. Zatrzymał się w progu, zaskoczony. – Coś się stało? – zapytał, ale jego oczy już błądziły po jej ciele. Podeszła do niego powoli, objęła go ramionami i pocałowała głęboko, z językiem, tak jak dawniej. Poczuła, jak jego dłonie zaciskają się na jej biodrach. Gdy wsunęła rękę między ich ciała i dotknęła go przez spodnie, był już twardy – znacznie twardszy i większy niż ostatnio – prawie miesiąc temu. Uśmiechnęła się w jego usta. – Wiem o Maxormanie – szepnęła prosto w ucho. Zesztywniał, ale nie odsunął się. Spojrzał jej w oczy, a w jego wzroku była ulga pomieszana z wstydem. – Chciałem… żebyś znowu czuła, że jestem mężczyzną, którego pragniesz – powiedział cicho. – Żebyś nie musiała udawać. Kicia pocałowała go znowu, tym razem delikatniej, jakby chciała rozproszyć ten wstyd. – Nie musisz brać niczego, żeby być dla mnie mężczyzną. Ale skoro już wziąłeś… to pokaż mi co tam ukrywasz w slipach. Śmiało bez skrępowania. Wyciągaj natychmiast !!!. Rozebrała go powoli, delektując się każdym centymetrem odsłoniętej skóry. Gdy opadły spodnie, zobaczyła go w całej okazałości – nabrzmiałego, pulsującego, znacznie większego niż pamiętała. Dotknęła go palcami, potem ustami, słysząc, jak jej misiaczek jęczy jej imię. Była mokra już od samego patrzenia. Położyła się na łóżku, rozkładając nogi w zaproszeniu, którego nie musiał powtarzać dwa razy. Leżeli potem splątani, spoceni, oddychający ciężko. Kicia głaskała go po piersi. – Następnym razem powiedz mi – szepnęła. – Nie musisz niczego ukrywać. Chcę cię takiego, jaki jesteś. Ale jeśli maxorman sprawia, że czujesz się pewniej… to biorę wszystko, co mi dasz. Tomasz pocałował jej czoło. – Kocham cię. – Ja ciebie bardziej. Od tamtej nocy ich sypialnia znów ożyła. On nie brał tego dla siebie. Brał go dla niej. Żeby móc dać jej większego, twardszego i większego, obficie wypełniającego. Żeby znów być tym mężczyzną, który sprawia, że krzyczy z rozkoszy. A ona, wiedząc to, kochała go jeszcze mocniej. W ich związku wróciła namiętność, ale tym razem głębsza – zbudowana na szczerości, na akceptacji i na odwadze, by sięgnąć po więcej. Miłości, która potrafiła pokonać wstyd i rutynę. Miłości, która chciała dawać przyjemność – bez względu na cenę. I tak, w ramionach, czuła się wreszcie w pełni spełniona.

Risco Zero – Blog Zone